Bezbłędni

Mówiono nam, że tacy właśnie mamy być, aby odnieść sukces. Bezbłędni. Od początku w szkole i aż do pracy zawodowej. Ten artykuł poświęcam właśnie największej przeszkodzie stojącej na drodze do innowacji i sukcesu naszych firm oraz nas – niezależnie czy jesteśmy pracownikami, menedżerami, właścicielami firm czy też dopiero stawiamy pierwsze zawodowe kroki.

Geneza

Obserwując nasze społeczeństwo i pamiętając jak wyglądało to jak byłem dzieckiem, później w szkole i w dalszych etapach mojego życia, mam wrażenie, że to nastawienie na błędy jest bardzo mocno zakorzenione w naszym społeczeństwie (albo przynajmniej w jego sporej części). Może to tylko moje doświadczenia, ale przeglądając internet trafiłem na ciekawy zapis jedynego źródła informacji jakie mieli nasi rodzice, dziadkowie w latach komunizmu – Dziennika Telewizyjnego (odpowiednik dzisiejszych Wiadomości). Polecam każdemu sprawdzić samodzielnie jak już wówczas społeczeństwo było nastawione na szukanie błędów. Komiczne są sytuacje, gdzie ze względu na przerwane łańcuchy dostaw i niedomagającą gospodarkę, redaktor prowadzący zaciekle szuka winy za brak chleba w sklepie u… kierowniczki tegoż. Oczywiście sytuacje takie zdarzają się również dzisiaj, ale przyzwyczajenie do szukania win zamiast rozwiązań jest z pewnością najłatwiejsze i najwygodniejsze, ale niezwykle ograniczające i nawet wręcz głupie jak się choć chwilę zatrzymać i zastanowić.

Dlaczego

Wizją takiego świata łatwo jest zarazić swoje najbliższe otoczenie. Jest ona na tyle kusząca, że zdejmuje z nas odpowiedzialność za podejmowanie ryzyka i ciężkiej pracy. Niesie ona też poczucie ulgi, gdy to komuś się nie udało i to jego “złapano” go na błędzie. To wspaniała ucieczka przed tą ocena i narażaniem się na śmieszność, krytykę i porażkę, a tak można w zaciszu swojej strefy komfortu usiąść w loży szyderców z innymi o podobnych lękach. Byłem tam. Lubiłem moją lożę i mój wyszukany sarkazm, który jest potężną bronią i tarczą zarazem. Pomaga w utwierdzaniu się o słuszności niewychodzenia i niekonfrontowania się z brutalną niekiedy rzeczywistością, szczególnie gdy rzeczywistość ta jest złożona właśnie z innych wytykających nasze błędy i czerpiących z tego niemałą satysfakcję.

Konsekwencje

O jak wygodnie jest być w miejscu, gdzie jedynym wysiłkiem jest szukanie wad i błędów u innych! A to, bądźmy tutaj szczerzy, jest dość łatwe. Tkwiąc w tej sytuacji tracimy olbrzymią część naszego potencjału. Przekierowujemy naszą energię nie tam gdzie powinniśmy. Unikamy ryzyka, nawet gdy jest ono niewielkie. Jesteśmy ciągle w pozycji obronnej i ważymy nasze decyzje, aby tylko nie popełnić błędu, który będzie nam wytknięty. W naszych głowach świat tylko czyha na nasze potknięcie i pokazanie nam naszej nieudolności. Ciągła pozycja obronna nie daje nam możliwości na atak. Taka ofensywa związana z arsenałem jakim dysponujemy teraz albo arsenał jakiego nam brakuje, aby wyjść z okopów i zmierzyć się ze światem takim jakim on jest. Zobaczyć, że poza okopami jest wielu ludzi, którzy też z nich wyszli i zmierzają się ze swoimi słabościami oraz bronią się dzielnie również przed atakami tych, którzy z tych okopów nigdy nie wyjdą, ale z zaciekłością ich ostrzeliwują.

Alternatywy

Poza cytatem Teodora Roosvelta, w którym porównuje on tą walkę do wyjścia na ring, bardzo utwkił mi cytat Thomasa Watsona, dawnego szefa IBM. Zapytany czy zwolni pracownika, którego błąd kosztował firmę $600k, odpowiedział, że właśnie wydał te $600k na przeszkolenie tego pracownika i dziwi się jak mógłby tak wyszkolonego pracownika zwolnić. To wymaga radykalnej wręcz zmiany wizji świata. To wymaga akceptacji świata takim jakim jest. Wiem, to brzmi jak banał, ale pomaga wyjść z okopów. Jesteśmy tylko ludźmi i stworzeniami niedoskonałymi z założenia. Nawet natura popełnia błędy – w końcu sama ewolucja to pasmo prób i błędów. Wciąż zdarzają się potknięcia, choroby, katastrofy i rzeczy, na które nie mamy wpływu. Akceptujemy to jakim jest i szukamy rozwiązań, aby przeciwdziałać kataklizmom albo przynajmniej zminimalizować ich skutki. Dlaczego więc nie mielibyśmy postępować podobnie w przypadku, gdy mamy większy wpływ? Bo czyż nie jesteśmy sami w sobie taką małą ewolucją tylko o ograniczonym czasowo działaniu?

Konstruktywna krytyka, a oderwanie od rzeczywistości

Jak odróżnić krzyki narzekaczy od zgłaszanych faktycznych problemów związanych z naszą działalnością? Łatwo jest wszakże uznać, że każda krytyka jest bezpodstawna, a stoi za nią zawiść i inne emocje niekoniecznie związane z faktami. Tutaj pomocnym wydaje się zdrowe podejście związane z wiarygodnością źródła takich opinii. Zdecydowanie bardziej wiarygodni będą ci, którzy już są na ringu od wielu lat i przeżyli wiele bitew zdobywając więcej doświadczenia. Warto mieć grupę takich osób, które bez ogródek sprowadzą nas na ziemię kiedy trzeba i podpowiedzą rozwiązania, gdy faktycznie jest potrzebne działanie korygujące. Gorzej jest z krzykaczami i hejterami. Ich wiarygodność jest niska, ale zaangażowanie niezwykle wysokie. Ich działalność to ekstremalny przykład ludzi, którzy nigdy nie zamierzają wyjść i spróbować swoich sił, gdyż są za słabi. Wierzę jednak i widzę po różnych przykładach, że ich głos jest ledwo słyszalny gdy nie ma podstaw merytorycznych. Stąd warto skupiać się na dialogu z tymi, którym zależy na tym co tworzymy i słuchać ich głosu, szczególnie gdy nasze usługi adresowane są do szerszego grona odbiorców. Dobry produkt obroni się sam.

Nasze miejsce jest na ringu

Zawsze będą tacy co wybiorą lożę szyderców będą podśmiewywać się z potknięć i upadków innych. Pozwólmy im tam zostać, a sami wyjść na ring, bo tam jest nasze miejsce. Tam czekają wzloty i upadki, ale to też tam marzenia są przekładane na rzeczywistość. Podziwiam tych co wychodzą codziennie na ring i używają swojej energii na tworzenie wartości. Trzymam kciuki, aby było nas coraz więcej!

Zosie Samosie

Nie mam nic do Zoś. Moja babcia miała tak na imię i część dzieci moich znajomych nadaje je swoim córkom, bo to naprawdę piękne imię. Od mojego dzieciństwa tkwiło mi ono w głowie nie tylko w kontekście rodzinnym, ale również z powodu wiersza Juliana Tuwima “Zosia Samosia”. Idealnie opisuje on często spotykane podejście i nazwijmy go “samosizm”.

Ów samosizm pomagał nam, Polakom w radzeniu sobie w trudnych czasach PRLu, gdzie trzeba było zdać się na siebie ze względu na brak materiałów i przede wszystkim pieniędzy. Stąd popularność ówczesnych programów typu “Zrób to sam” i propagowanie, również przez ówczesne władze, podejścia, że da się wszystko zrobić dobrymi chęciami. W końcu “Polak potrafi” jest mocno w nas zakorzenione i z dumą powtarzamy je przy różnego rodzaju wyzwaniach zawodowych.

Można byłoby szukać dalej przyczyn popularności naszego samosizmu, ale mnie bardziej interesują skutki, jakie to niesie dla nas w kontekście rodzimego rynku IT. Ta łatka samodzielności, którą nosimy jest również zauważna przez zachodnie firmy, które z chęcią przyjmują Polaków do trudnych zadań, bo kto jak nie my da radę. I ta zaradność to jest wspaniała cecha. Naprawdę! Zbudowaliśmy na niej wiele i pewnie zbudujemy jeszcze więcej, chcąc niejako nadrobić ten stracony czas PRLu, dogonić, a może i przegonić rozwinięte kraje zachodu.

To co mnie martwi to fakt, że takie podejście świetnie się sprawdziło, aby dojść do pewnego poziomu. Wydaje mi się, że już go osiągnęliśmy. Już nie musimy udowadniać, że potrafimy. Teraz potrzebujemy czegoś więcej. Potrzebujemy innowacyjności, a wytworzenie jej jest o wiele trudniejsze. I ten samosizm jest tutaj przeszkodą. To co kiedyś nam pomagało w odbudowaniu pewności siebie, teraz spowalnia nas w drodze do innowacji, która decyduje o tym czy dany kraj jest tylko konsumentem czy też producentem konkurencyjnych produktów.

Teraz jesteśmy świetnym podwykonawcą produktów wymyślonych gdzieś na zachodzie. Potrzebujemy jednak zostać pomysłodawcą i opcjonalnie również wytwórcą. Do tego jednak potrzeba akceptacji faktu, że nie da się robić wszystkiego samodzielnie. Niezależnie od pobudek od tego faktycznego udowadniania, że potrafimy, aż po szukanie oszczędności, to brak takiej akceptacji jest wciskaniem hamulca na innowację w wyścigu, którego skutki możemy odczuć w najbliższych latach. Rozpraszanie energii na samodzielne budowanie niekrytycznych elementów produktu jest tutaj zbędne.

Potrzebujemy zacząć korzystać z pomocy z zewnątrz – czy to jest gotowy produkt, za który trzeba płacić, czy też usługi doradcze i inne odciążające nas, a pozwalające skupić się na tworzeniu unikalnej wartości. Pomocne jest tutaj pytanie – czy faktycznie to co chcesz zrobić sam jest rdzenną częścią Twojego produktu? Skupienie się na faktycznie najważniejszej części biznesu może zwielokrotnić tempo jego rozwoju, a problemy pojawiające się w innych obszarach objętych opieką przez zewnętrzne produkty lub usługi mogą być zaadresowane często o wiele szybciej i lepiej.

Polskie firmy muszą być bardziej konkurencyjne. Nie możemy pozostawać w roli podwykonawców, niezależnie jak dobrych i docenianych przez zachodnie firmy. Innowacja to ciężka praca, ale też pełne skupienie się na jej tworzeniu. Czas powiedzieć STOP samosizmowi.